miszcze mówią heloł
Oto nastał ten dzień. Trójmiejscy miszcze postanowili się ujawnić na łamach tejże strony. To właśnie tu będziecie mogli dowiedzieć się, co tam ciekawego w 3miejskiej trawie piszczy. Poczytacie i pooglądacie relacje z jakże kreatywnych wypadów miszczuf w plener, na piknik, na soczek czy też innych mniej lub bardziej interesujących mitingów. Ale co tu dużo mówić, wszystko wyjdzie w brudnym, miszczowskim praniu.
10.09.2008r. zorganizowaliśmy sobie małe, powakacyjne spotkanie w Gdańsku. Okazało ono się bardzo małe, bo w małym gronie- a dokładniej trzyosobowym, w składzie: Justyna, Kuba i ja (+2 przybyszów z kosmosu, którzy zaginęli później w akcji.. zapewne musieli wracać na swoją planetę ze świeżo zakupionymi marchewkami, hmm..łorewa). Reszta miszczuf zaś w tym czasie prawdopodobnie jeszcze się wakacyjnie obijała (w sensie nie chciało im się ruszać z sopotu, gdynii, bydzi tudzież warszawy- tak proszę państwa, trójmiasto poszerza swoje granice ; )). Acz oczywiście wybaczamy im to, bo my się wszyscy bardzo toffamy i w ogóle słodko jest. (Mhm, dobra, ale nie o tym teraz mowa.) Zatem dnia owego, nasza elitarna ekipa ruszyła (z małym opóźnieniem-tak, tak, niech mi ktoś kupi zegarek w końcu..) spod krewetkowej budowli w stronę gdańskiego starego miasta w celu zmolestowania go nieco naszymi obiektywami. Po drodze-niczym trzy zagubione owieczki- w końcu nie wiedzieliśmy dokąd zmierzać i jaki obrać kierunek trasy. (oto urok spontanicznych wypadów : )). Jednak Kuba przejął rolę inicjatora-przewodnika i zaprowadził nas na stocznię. Co prawda, przez całą trasę gdańsk-krewetka radośnie rozmawialiśmy i nikomu nie chciało się sięgać po aparat, a na hasło: -”No już! Wyciągać te swoje sprzęty!”- Kuba odrzekł smętne: „muuuusimy?”..lecz, gdy zaszliśmy na stocznię, każdy popadł w szał zdjęciowy i przez kolejną godzinę nie odrywał się od obiektywu. Stara stocznia, niesamowite miejsce. Zawsze mam wrażenie, że takie stare zakłady, budynki, ruiny mają jakąś magię w sobie. A tak to mniej więcej wyglądało:

Ostatnie foty to już postoczniowe dalsze szlajanie się po mieście.
(pisała dla Was monique vel katatonia, sponsorem dalszej relacji jest Justyna. buziole zozole)
- – - – - – - – - – - – - – - – - -
Monique opowiedziała już wszystko, wiedziałam jednak, że pozostawi mi bojowe zadanie… Przedstawienie Wam Fridy Kononowicz. Frida jest kasjerką w Biedronce, ma monobrew i wąsy (tak mówił Kuba). Na następnym zlocie będziemy dzielić się na grupy i odszukamy ową Panią ![]()
A tutaj kilka fotek toffanych miszczów:





Ale to jeszcze nie koniec ![]()
Świetnie, że powstał ten blog. Pamiętajmy, że koniec lata / początek roku akademickiego i inne takie nie stoją na przeszkodzie, by spotkać się od czasu do czasu… I umieszczać tutaj relacje z owych zlotów.
„Muuusimy?”